Veracomp.pl  »  O Firmie  »  Centrum Prasowe    Aktualności

O FIRMIE

Veracomp na LG Central Europe VIP Dealer Trip 2017 [relacja]

Podczas spotkania LG Central Europe VIP Dealer Trip 2017, które odbyło się w Korei Południowej, Veracomp był reprezentowany przez Annę Belczyk, Product Managera marki LG w Veracomp. Polecamy relację z wydarzenia.

Korea…! Słysząc to słowo, pierwsze co przychodzi na myśl to Kim, testy, rakiety, wojna, zagrożenie… Dopiero po chwili nadchodzi otrzeźwienie, że Koree są przecież dwie, my lecieliśmy do tej bezpiecznej, a przynajmniej bardziej bezpiecznej, bo sąsiad z północy jest zawsze czujny i trochę niebezpieczny…

Nasza wizyta w Korei Południowej odbyła się w ramach spotkania LG Central Europe VIP Dealer Trip 2017. Na zaproszenie producenta LG tę część Europy reprezentowała 9-osobowa grupa z Polski, a także Czesi, Litwini i Łotysze. Sam wyjazd miał dla mnie trzy najważniejsze aspekty: technologiczny (wizyta w fabryce LG, centrali głównej, showroomy, instalacje w terenie), integracyjny i kulturowy (spotkanie z całkiem inną niż nasza kulturą, czasem dziwną, a czasem fascynującą).

Lądujemy
Po prawie 10h lotu, na lotnisku w Seulu miałam jedno „marzenie” – zobaczyć wygiętą ścianę z OLED-ów, która widnieje prawie w każdym materiale promocyjnym LG, i niestety rozczarowanie – ta ściana znajduje się w hali odlotów. Musimy więc poczekać do samego końca naszego pobytu żeby ją zobaczyć, ale było to pierwsze i zarazem ostatnie rozczarowanie tego wyjazdu :)

Pierwsze zaskoczenie: wchodzimy na halę przylotów, tłum ludzi, wydaje się, że średni wzrost Koreańczyka to coś ok. 160 cm, a my samym pojawieniem się podnieśliśmy średnią wzrostu w pomieszczeniu o dobre 10 cm. Wchodzimy do pociągu, który ma nas zawieźć na drugą część lotniska i kolejne zaskoczenie:  ludzie nie tłoczą się do wejścia, stoją grzecznie jak w kolejce w sklepie. W środku dużo ludzi, sprawdza się też to co czytałam przed wyjazdem: w komunikacji publicznej, bez względu na to jaki jest tłok, jeśli jest miejsce dla osoby starszej – nikt inny na nim nie usiądzie. Wzruszający jest ten objaw szacunku dla starszych, niejedyny zresztą jaki zaobserwowałam…

Lotnisko żyje już zimowymi igrzyskami olimpijskimi, które w Seulu maja odbyć się w 2018 roku – pełno tu plakatów, wysp tematycznych, chodzących maskotek. Z ciekawostek lotniskowych: jeśli wybierając się do Korei zdarzyło Ci się zapomnieć zabrać ze sobą telefon – żaden problem, telefon możesz wypożyczyć na lotnisku, tak jak samochód :)

Z lotniska jedziemy VIP busem: w środku telewizor ok. 40”, fotele z haftowanymi narzutkami, podnóżki dla lepszego komfortu. VIP event - VIP autobus! Kto nie lubi być rozpieszczany?! ;-)

W kwestii motoryzacyjnej jeszcze jedno spostrzeżenie – w Korei na ulicach można spotkać auta niemal wyłącznie marek Hyundai oraz Kia - nowiutkie limuzyny, gdzie nawet męska część naszej grupy miała kłopot nazwać i jednoznacznie stwierdzić czy takie w Europie widzieli. Ale i tak najbardziej zaskakujące były… Samsungi (jedno z takich aut chciało mnie prawie rozjechać).

Poznajcie świat OLED
Po krótkim zatrzymaniu w hotelu rozpoczęliśmy pierwszy punkt programu, czyli Seoul Tower. Wybudowany w 1975 roku jako wieża telekomunikacyjna, położony na szczycie wzgórza Namsan, jest pięknym punktem widokowym na całe miasto. Taras widokowy pokazuje nam, że krakowska kładka Biernatka z przypiętymi kłódkami to nic … Tutaj kłódek są tysiące, jest nawet specjalny sklepik, gdzie można je kupić: różne kolory, materiały wykonania, wielkości, są nawet wersje fluorescencyjne świecące po zmroku…

Po chwili zachwytu nad panoramą miasta i okolic zaczynamy zwiedzanie – wewnętrzne galerie wieży aż kipią od instalacji zbudowanych na LG :) Do galerii prowadzi wejście - tunel z OLED-ów. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, trochę czasu zajęłoby policzenie ilu ekranów użyto do jego stworzenia. Zaraz za tunelem - coś co w Polsce byłoby podświetlonym plakatem, tam wyświetlane jest na ścianach wielomonitorowych 4x4, przestrzeń pomiędzy poszczególnymi sklepami wypełniona jest znowu zagiętymi OLED-ami o długości co najmniej 10 m – my stoimy i zachwyceni nagrywamy filmy, robimy zdjęcia, a miejscowi robią zdjęcia nam; są chyba zaskoczeni tym, że my jesteśmy zaskoczeni taką instalacją :)

Piętro niżej – pełni wrażeń i gotowi mentalnie do wyjścia trafiamy na wnękę znów wykorzystaną jako ścianę wielomonitorową, choć tym razem większą - 11x5 m. Pierwsza myśl – trochę wstyd, strasznie nieostry obraz. Ale po chwili zauważamy stolik z wyłożonymi okularami,  nakładamy je i… zaczynamy fitness! Ściana wyświetla obraz 3D i lecą na nas kulki, płatki, różne stworzenia … Uciekajmy, bo coś w nas zaraz uderzy! ;-)

Po technologicznych zachwytach czas na wyrównanie kulturalne. Gyeongbokgung, czyli zespół pałacowy z XIV wieku – wielokrotnie niszczony i odbudowywany, ale niezmiennie piękny. W czasach największej świetności w skład zespołu wchodziło niemal 500 budynków, do dziś przetrwało niespełna 150.

Koreańskie (nie)smaki
Ktoś, kto jest wychowany na smaku schabowego, będzie mieć ciężko z koreańską kuchnią ;-) Do każdego posiłku Koreańczycy jedzą kimchi – wariację na temat kiszonej kapusty, ale z całą masą ostrych przypraw. Generalnie uwielbiają fermentowane jedzenie, które albo się po pierwszym kęsie pokocha, albo znienawidzi… Próbowałam je kilka razy, ale jeszcze się nie zakochałam ;-)

Po wizycie w kilku tamtejszych restauracjach mam wrażenie, że ich główna zasada to zastawić stół jedzeniem tak, aby nie zostało ani centymetra wolnego miejsca. Dania nie są serwowane indywidualnie, każdy ma swój mikro talerzyk i wybiera co chce z masy różnorodności znajdujących się na stole.

Korean barbecue – każdy miłośnik mięsa MUSI taką restaurację odwiedzić obowiązkowo! Pierwsza myśl po wejściu do takiego lokalu to ciekawy wystrój – stoły mają dziury, nad nimi wiszą jakieś dziwne rury. Jednak wraz z pojawieniem się kelnerów wszystko nabiera sensu: w dziurach umieszczane są metalowe misy z żarzącym się drewnem, na to nakładana jest kratownica, rury stanowią wywiew dla oparów powstających podczas wędzenia. Na tak przygotowanego grilla umieszczane jest mięso – przepyszna wołowina, najbardziej wykwintne mięso w Korei. Po chwili kelnerka przychodzi z… nożyczkami – są to zwykłe nożyczki, takie jak do cięcia papieru, i tnie steki na mniejsze kawałeczki, które co prawda można zjeść z masą rozmaitych sosów, jednak w połączeniu z solą ma się niebo w gębie! Zdecydowanie jestem zakochana w tym smaku!

Czemu nożyczki? W Korei praktycznie nie używa się noża i widelca, tylko pałeczki, sic! Pałeczkami wyjada się nawet wnętrze zupy, część płynną wypija się z miseczki. Ryż daje jedyną okazję do skorzystania z klasycznych sztućców – w przeciwieństwie do Japonii czy Chin, w Korei ryż je się  właśnie łyżką. Sztućce spotkamy jeszcze w europejskich restauracjach. Z kolei na ulicach je się inaczej – nocne spacery po lokalnych targach pokazują nam gotowane świńskie głowy, coś na kształt golonki, zupy niewiadomego pochodzenia z nieznanymi wkładkami, kaszanki, smażone owoce morza, suszone robaki i inne smakołyki, których nie potrafiliśmy nawet nazwać.

W LG
Drugi dzień naszego pobytu w Korei rozpoczynamy od wizyty w centrali LG; strzelisty budynek wzbudza respekt i zaciekawienie. Wita nas prezydent ID B2B (tam każdy ważny jest prezydentem), w sweterku i casualowych spodniach – przeprasza za swój strój, ale wprowadzili niedawno zasadę luźnego piątku bez garnituru i musi dać przykład (w Korei zachowanie osoby starszej lub wyżej sytuowanej w hierarchii jest ważniejsze niż przyjęte zasady, np. nie wolno wstać od stołu dopóki osoba starsza nie wstanie. Gdy ktoś starszy czymś częstuje? Trzeba to zjeść itd.).

Po szkoleniu crème de-la crème – przyszedł czas na wizytę w showroomach! Tym konsumenckim oraz naszym: Information Display. Rozwiązań tak dużo, że nie wiadomo gdzie patrzeć: telewizory zwykłe i OLED, FHD czy raczej już UHD, a wszystkie wielkie, do tego projektory, miksery dźwięku do karaoke, głośniki , smartwatche, historia rozwoju telefonów, pralki klasyczne i dwukomorowe na małe rzeczy oraz na sprężone powietrze, które od razu prasują. Lodówki robiące zdjęcia zawartości i wysyłające je na aplikację w telefonie…, odkurzacze, oczyszczacze powietrza, klimatyzatory, panele montowane w samochodach osobowych, laptopy 15” o wadze poniżej 1kg. Chcę to wszystko!

Showroom ID. Czego tam nie było? Wszystko było!
Wygięta ściana z 55-calowych OLED-ów, wygięta ściana z 65-calowych dwustronnych UHD OLED-ów, „klasyczna” ściana  z 65-calowych OLED-ów UHD, monitory Stretch, wyświetlacze UHD o wszystkich przekątnych, monitory High Brightness, ściana 3x3 z ramką 1,8 mm, ściana z LED-ów, monitory transparentne, LED-y transparentne, OLED-owy wallpaper, monitory In-glass, dwustronny OLED 55-calowy, telewizory hotelowe… Oczy rejestrowały wszystko dokoła, a wyobraźnia każdy produkt umieszczała w jakiejś instalacji, konkretnej sytuacji, wizualizowała potencjał każdego monitora razem i osobno… Life’s gonna be Good! :)

W czasie wieczornego krótkiego spaceru widzimy, że Seul to miasto duże i bogate, rozwinięte i naszpikowane technologią – wszędzie ekrany, LED-y. Nawet LED transparentny oglądany rano w showroomie zobaczyliśmy na żywo - działający na przystanku.

Korea historycznie
Trzeci dzień był historyczny – wizyta w strefie zdemilitaryzowanej. Jest to obszar o szerokości 8 km (po 4 km z każdej strony Korei), ciągnący się wzdłuż całej granicy, utworzony w ramach porozumienia o zawieszeniu broni po wojnie koreańskiej w 1953 roku.

Gdyby ktoś nie zwrócił uwagi na pojawiające się znienacka druty kolczaste, siatki, a jednocześnie coraz rzadszą zabudowę, to z pewnością zauważy wyrastające nagle budki strażników w pełnym bojowym rynsztunku. Nie wiem czy to na potrzeby turystów, czy z prawdziwego zagrożenia, ale wszyscy wyglądają tu tak jakby byli gotowi w ciągu 5 sekund od nowa rozpocząć wojnę. W tym miejscu nabiera sensu fakt obowiązkowej dla każdego mężczyzny służby wojskowej na Południu (ktoś kto w wojsku nie był - spada automatycznie niżej w hierarchii społecznej i np. w korporacji pracy nie dostanie).

Są i pamiątki historii: most, którym wracali jeńcy wojenni, lokomotywa ostatniego pociągu, który swobodnie przejechał między dwiema Koreami, do tego… tunel (jeden z trzech odkrytych) kopany przez Koreańczyków z Północy w celu podziemnego desantu na Południe, wstążki na granicy symbolizujące ideę zjednoczenia itd.

Muzeum Wojny… W arkadach wokół głównego wejścia turystów witają wielkie tablice kamienne, na których z imienia i nazwiska wymieniony jest każdy żołnierz wojsk wspierających Koreę Południową w wojnie z Północą. Miejsce to jest niezwykłą gratką dla miłośników militariów, ale i technologii - oprócz eksponatów, muzeum naszpikowane jest nowoczesnymi rozwiązaniami AV, które pokazują historię przy wykorzystaniu ekranów, projektorów, multimedialnych wystaw.

Trochę technologii na pożegnanie
Ostatni dzień pobytu znów kręci się wokół technologii – zwiedzamy fabrykę paneli IPS, z których korzystają również inni producenci profesjonalnych wyświetlaczy. Fabryka znajduje się na pilnie strzeżonym terenie. Uchylono nam jedynie rąbka tajemnicy - zza szyby patrzyliśmy na wielkie płaty paneli poruszane płynnie przez maszyny – bez ludzi…

Zaglądamy do galerii handlowej w mieście Goyang, które powstaje praktycznie od zera  tworząc zaplecze sypialniane Seulu. Na wejściu wita nas ogromny LED – przez chwilę zapiera nam dech w piersiach. Umieszczony jest wokół barierek galerii przecinającej wszystkie piętra centrum handlowego. LED oszołomił, a wrażenie to podtrzymywały późniejsze sklepowe instalacje, ściany wielomonitorowe w każdym sklepie, mniejsze ściany LED, monitory Stretch, menuboardy; pojedyncze monitory to rzadkość. Ta galeria to oferta LG w praktyce :)

Ostatnie spojrzenie na Seul w czasie naszej podróży jest z wysokości 120 piętra, na które wiezie winda cała wyłożona OLED-ami (kolejna marketingowa duma LG) – 486 m nad ziemią z tarasu widokowego Seoul Sky. Szklana podłoga wzbudza niemałe uczucie strachu, miasto z tej perspektywy jest u naszych stóp i ciągnie się po horyzont, jakby nigdy się nie kończyło – jest po prostu imponujące.

Po czterech dniach wrażeń skończył się nasz czas w Korei. Jedynym pocieszeniem w drodze na lotnisko był wyczekiwany od pierwszego dnia wygięty OLED w hali odlotów. Warto było na niego czekać – jest ogromny, choć w wielkiej hali trzeba na chwilę przystanąć, by zdać sobie sprawę z jego rozmiarów. Ludzie się zatrzymują, robią mu zdjęcia, a on zachwyca - piękną czernią, żywymi kolorami, jakby się te kolory na nas wylewały, ale radość tej obserwacji mieszała się ze smutkiem powrotu.

Korea w ciągu tych czterech dni zachwyciła mnie – to kraj zaskakujący, piękny. Koreo, do zobaczenia!

Opublikowano